wtorek, 10 grudnia 2019

Koniec!

Jeszcze nie wiem jak się "zaprzyjaźnię" z Hashimoto ale wiem że koniec z tarzaniem się.

Tak, tak z tarzaniem się w tym g.... Ostatnie 3 miesiące to było wewnętrzne użalanie się nad sobą. Może nie głośno a już  na pewno nie do innych ale tak to wyglądało. Nie ćwiczyłam , bo  taka zmęczona jestem, bo się nie wyspałam a teraz powinnam się wysypiać. Jadłam byle jak , bo przecież jakie to ma teraz znaczenie. Nie chciało mi się nic bo przecież przy Hashi się nie chce.... I tak siedziałam w tym bajorze cały kwartał . Ale KONIEC! DOŚĆ TEGO!! Przecież JA tu rządzę a nie jakaś tam choroba.
Leki przyjmuję jak docencik przykazał , jutro druga biopsja i cisnę. Zaczęłam znów ćwiczyć - wykupiłam roczny dostęp do platformy BeActive i mam kilka planów biegowych na kolejny rok. I co najważniejsze, nie dam się! Tak po prostu nie dam się przytłoczyć chorobie. Nawet do końca nie zdawałam sobie sprawy jak mnie przygniotła wiedza o chorobie a wydawało mi się, że przeszłam nad tym do porządku dziennego. A psychika zrobiła swoje. To już za mną. Teraz wskakuję w ciuszki i zabieram się za ćwiczenia,, przecież same sie nie zrobią :)

Miłego dnia :)

4 komentarze:

  1. I dobrze,że się nie dajesz. Przyznam Ci się , że ja cały czas intensywnie pracowałam w czasie choroby . Były dni , że nie miałam siły z pokoju do kuchni doczłapać , bo to zmęczenie to jednak jest objaw tej choroby, ale mija po kilku tygodniach przyjmowania leków. Wracaj do zdrowia ! Trzymam za to kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam ze tak może pozbawić energii choroba, jeden hormon 😱

      Usuń