środa, 5 lipca 2017

I kolejne wesele

W czerwcu drugie wesele odbyło się Grodkowicach, południe Polski, okolice Krakowa.  Zabawa na 120 osób.  Było bardzo przyjemnie i bardzo smacznie.  Bawiliśmy się do 3.00 tym razem 😉 Bardzo fajny był wodzirej, na prawdę bardzo ciekawe miał pomysły na zabawy i bardzo wesołe.
Zdjęć praktycznie nie mamy,  jakieś pojedyncze zrobione przez brata.  Wujek robił też zdjęcia ale niestety aparat się jemu zepsuł więc pozostaje nam czekać na fotki od fotografa.








Na ostatnim zdjęciu jest pudełko z pralinami,  również bardzo pyszne jak wszystko na tym weselu.  Bardzo fajne te skrzynki na stołach z napojami  

piątek, 23 czerwca 2017

Po Pradze Skalne Miasto

Po drodze wracając z Czech zatrzymaliśmy się w Arsdpach,  Skalnym mieście. O tym miejscu nie ma co dużo mówić, trzeba je zobaczyć, bo robi wrażenie i jest unikatowe










Ze Skalnego Miasta pojechaliśmy do domu.  Droga prowadziła nas przez Wałbrzych, jakże brudny i zaniedbany.  Aż przykro patrzeć tym bardziej że trochę czasu w nim spędziłam jako dziecko u rodziny.  Widać, że coś robią, naprawiają, modernizują ale długa droga przed nimi.  

niedziela, 18 czerwca 2017

Praga

Po weselu pojechaliśmy do Pragi.

Gdy minęliśmy granicę zatrzymaliśmy się na stacji by kupić winiete na Czeskie drogi.  Okazało się że włączyła nam się kontrolka od oleju.  Nie olalismy jej.  Musieliśmy kupić olej i uzupełnić. Na szczęście była to jedyna niespodzianka  😉

Praga ładna, mnóstwo turystów ale ludzie nie życzliwi.  Jedyną życzliwą nam osobą była kelnerka w jednej z restauracji.  Zagadała do nas gdy zatrzymaliśmy się przed restauracji  i zaprosiła do środka. Uśmiechnięta, chętna do pomocy,  bardzo miła.  Tylko ona rozmawiała z nami po czesku a my po polsku.  Wszyscy inni przechodzili z nami na angielski albo udawali że nas nie rozumiaja mówiąc  "raszja? "  Jak na Octoberfest,  wszyscy myśleli, że jesteśmy z Rosji  😡










Zdjęć wrzucam tylko kilka,  przecież nie wstawię wszystkich które zrobiłam  😉


Chętnie wrócę jeszcze do Pragi, na spokojnie.  Tak by pospacerować za dnia i wieczorem.  Odstrasza mnie tylko ten tłum turystów, nie lubię takich ilości ludzi,  ale to nie uniknione w takim miejscu jak Praga.

czwartek, 8 czerwca 2017

3 czerwca 2017

Po komunijnym maju przyszedł ślubny czerwiec.

Pierwszy ślub i wesele za nami.  W sobotę 3 czerwca Cathrin a Alexander powiedzieli sobie "tak" w urokliwym kościółku na południe od Monachium w obecności gości z Niemiec, Polski, Węgier i USA.  Międzynarodowe wesele było.
Ksiądz, Chorwat 😉 poprowadził piękną uroczystość zaślubin i chrztu małej Lynn.  Powitał nas w języku polskim, mimo że jak powiedział nic nie rozumie w tym języku.  Był to bardzo miły gest z jego strony.  Wraz z najbliższymi koleżankami Cathrin czytałam modlitwę, to był kolejny polski akcent oraz podziękowania które czytali młodzi i świadkowie też jeden ze świadków przeczytał po polsku.
Z kościoła pojechaliśmy do domu weselnego pięknie położonego pod lasem.






Tam czekał na nas szampan i drinki oraz zakąski.  Przyjechał również ksiądz złożyć raz jeszcze młodym życzenia i życzyć nam udanej zabawy.  Alex bawarskim zwyczajem otworzył beczkę z piwem wbijając kranik.
W zielonej scenerii odbyła się sesja zdjęciowa,  przygrywala nam kapela,  a tańce były do 4.00 😃💃
Elf złapała bukiet ślubny. Czyli bukiet zostaje w rodzinie, bo na weselu u kuzyna i mojego brata Cathrin złapała welon, więc gdy Elf będzie wychodziła za mąż liczymy, że Lynn złapie  😉







Jedzenie było pyszne,  po raz pierwszy miałam okazję skosztować trufli,  były ravioli z truflami. Za wizytówki na stole były serca bawarskie z każdego imieniem oraz datą






W niedzielę pojechaliśmy wszyscy nad jezioro, niestety pogoda nam nie dopisała i większość czasu spędziliśmy w lokalu.  W bagażniku Bob miał tort weselny,  w lokalu chcieliby od nas 1.5€ za talerzyk do tortu więc im podziękowalśsmy  i zjedliśmy po kawałku na ulicy jedząc na serwetkach




To był bardzo dobry czas,  miło spędzony 😃 Cieszę się, że mogłam w tym dniu towarzyszyć kuzynce j wspólniez nią przeżyć te piękne chwile .




piątek, 2 czerwca 2017

Komunijny maj

Życie zawodowe mnie sponiewieralo od kwietnia.  Brak jednej osoby,  zwiększone obroty, dodatkowe promocje spowodowały że już ryłyśmy nosem po ziemi.  Od 25 maja jest zatrudniona kolejna osoba.  Teraz się wdraża więc jest nadzieja na poprawienie sytuacji.  Od 29 mają jestem na urlopie.
14 maja  byliśmy na pierwszej Komunii u chrześnicy M ,  za Poznaniem. W pudełku podziękowania dla gości.



 Druga Komunia gdzie na którą musieliśmy jechać do chrzesniaka M była w Łańcucie 28 maja.  Z niej wróciliśmy późno w poniedziałek bo Elf musiała we wtorek iść do szkoły.





Wszystkie dekoracje łącznie z ozdobieniem tortu zrobiła mama komunisty, kuzynka  M.

Dziś jesteśmy znów w drodze.  Jedziemy na wesele do Monachium.  Dziś śpimy w Zgorzelcu a jutro rano do celu, hotel, prysznic i ślub  😃 Bardzo się cieszę, że kuzynka znalazła sobie odpowiedniego dla siebie mężczyznę i jest z nim szczęśliwa.  Po ślubie będzie chrzest ich córeczki, rocznej Lynn  😇

Taki to urlop w rozjazdach.

Biegam, staram się dużo.  W maju przebiegłam 130km,  waga spada powoli ale odzież coraz luzniejsza  😆 do tego odzywiamy się zdrowo co nie znaczy że zrezygnowaliśmy ze wszystkiego co niezdrowe.

niedziela, 7 maja 2017

Trochę ruchu, trochę pracy

Weekend majowy minął mi trochę na pracy trochę na czasu dla siebie.
W piątek M nie wrócił do domu, bo pojechał do mojego brata.  Z Elfem zostalysmy same.  W sobotę pracowałam a wieczorem przyszła koleżanka na wódkę.  Niedziela spokojna, rano bieganie, później kawa,  rowerem do Solanek na spotkanie z Winkiem i jej rodziną,  po powrocie do domu późny obiad i z Elfem na kanapie.  Młoda pół dnia spędziła jako wolontariusz na wystawie psów.
Poniedziałek, rano bieganie, śniadanie i pojechalysmy do Karolki tapetowac.  Sypialnia, przedpokój i pokój Igora.  W sypialni 4 paski przy łóżku, w przedpokoju najtrudniej bo ściana z narożnikami zewnętrznymi i wewnętrznymi a u młodego trzy paski przy łóżku.  Świetnie nam poszło,  Elf zrobiła pizze na obiad do tego butelka wina i po 17.00 było po robocie. Wieczorem w domu już tylko lezalysmy.  O 22 00 szłam spać,  jak dzwoniła mama o 22.04 to spałam tak mocno że nie słyszałam.
Wtorek, do pracy na 7.00 a później z Karolką do IKEA.  Bardziej popatrzeć niż kupować ale lawende w doniczce sobie przywiozłam o dziewczyny też drobiazgi wybrały. Wieczorem z Elfem obejrzałyśmy ostatniego Pitbulla -słaby.
Środa,  rano bieganie -fajne długie godzinne 😃 Później nic.  Po obiedzie Elf zrobiła mi masaż stóp i zasnęłam na kanapie.  Było mi to bardzo potrzebne.

Czwartek i piątek w pracy.  W piątek wrócił M.  Sobota również pracująca.  Po obiedzie wyszliśmy na rower.  Niestety deszcz nas spotkał, a bardziej ulewa.  Uśmiałam se bardzo i tacy przemoknięci wróciliśmy do domu.  Dobrze, że było ciepło.

Na dzisiaj planów brak, niestety pogoda przekropna więc nie wiem co z bieganiem.  Ale może mi się uda między kroplami  😉

niedziela, 30 kwietnia 2017

50, 45 km

W kwietniu przebiegłam 50, 45km .  To najlepszy mój wynik jaki dotychczas udało mi się osiągnąć.  Takie podsumowanie miesiąca.

Dzisiejszy dzień, bardzo dobry, nie spieszy.  Po porannym bieganiu i kawie  czekałam na przyjazd Dzikiego winka.  Spotkałyśmy się w Solankach,  Winko z całą rodziną i cudownym małym Leonem.  Miałam okazję poznać S, męża Winka.  Ja byłam sama, bo małż dał nogę na majówkę do mojego brata a Elf była jako wolontariusz na wystawie psów.  Spacerowalismy trochę,  po parku , później Leo się najadł i pojechali dalej,  nad morze.

Po powrocie do domu wypiłam kawę i zgodnie z planem nie robię nic  😃